piątek, 18 lipca 2014

Przedpokój

Mój przedpokój przejdzie niebawem diametralną zmianę (mam nadzieję, że będzie to niebawem), a na razie pokazuję jak wygląda teraz.
Ławeczka to własnoręcznie przerobiony przeze mnie kawałek kuchennego narożnika. Na niej poduchy, które zakupiłam ostatnio w Jysku (ostatecznie trafią chyba do pokoju Mai:) lub na balkon). Dzięki nim zrobiła mi się romantyczna ławeczka:)




piątek, 4 lipca 2014

Letnio, oszczędnie:)

Wreszcie wakacje, doczekałam się:)


Mam więc trochę czasu dla siebie, trochę na pozałatwianie rzeczy, które odkładałam i odkładałam. Cóż z organizacją jestem nieco do tyłu. Muszę poszukać jakichś ciekawych blogów poruszających ten temat.
Na razie siedzę i czytam blogi na temat oszczędzania. Dzięki nim uświadomiłam sobie jak małą mam świadomość finansową, a na temat oszczędzania, tak jak wielu Polaków (co wynika z badań) mam nikłe pojęcie.
Niestety, spisując codzienne wydatki, zobaczyłam jak dużo pieniędzy wycieka mi między palcami na przeróżne, jak się okazuje później, niepotrzebne pierdółki.
Zaczęłam więc, jak radzą blogowicze, chodzić na zakupy z listą, planować cotygodniowe obiady, jak najwięcej korzystać z sezonowych warzyw i owoców, założyłam dodatkowe konto oszczędnościowe.
Moim celem jest zbieranie pieniędzy i świadome ich wykorzystanie na np. fajne wakacje czy ciekawe formy spędzania wolnego czasu, niekoniecznie wakacyjnego lub inne uprzyjemniacze życia (z myślą o rodzinie).
No i czas pomyśleć o przyszłości. Przerażająca jest bowiem myśl, że ZUS da mi tylko 700 zł emerytury (chyba na waciki):).
Tak że czas wziąć sprawy w swoje ręce. 
To takie wakacyjne refleksje. A poza tym cieszę się słońcem, owocami, filmami Allena, dobrą kawką oraz czasem, który mogę spędzić z Majunią:) Książki odkładam na bok - czas odpocząć:)
A przede mną remont kuchni. Okno wymienione, trzeba się zabrać za ściany i podłogę.


A wy jak spędzacie wakacyjny czas?
Może macie jakieś podpowiedzi co do oszczędzania?
Pozdrawiam serdecznie
eva


sobota, 7 czerwca 2014

Małe i większe zakupy, czyli jak bawi się dwulatek i jego mama:)

No i nadeszło lato:) Piękny weekend nam się zaczął. Po porannych dzikich harcach (impreza na świeżym powietrzu dla maluchów: malowanie farbami, skakanie, tańce, itd.) Maja padła, a ja mam czas na blogowanie.
Chciałam się najpierw pochwalić nowymi zdobyczami, oczywiście z ulubionego:) sklepu, czyli z Biedrony. Udało mi się zdobyć z wyprzedaży paterę, o której tak wiele z was pisało (8zł), a ostatnio zakupiłam piękną metalową tacę w pastelowych, letnich kolorach.
A kosztowała ona również ok. 8zł.



Użytkujemy ją z Mają na spółkę, tzn. ja mogę jej używać wtedy gdy Majuś śpi:(


A tak właśnie wygląda popołudniami nasz balkon, kiedy obiad pyrkocze i nie możemy wyjść z domu.
Ostatnio Maja ma fazę na czytanie. Może to robić godzinami. Na szczęście dostałam całą siatę książeczek od znajomej pani bibliotekarki. Nie nudzimy się więc, choć Mai nie przeszkadza, że "Królewnę Śnieżkę" i "Murzynka Bambo" czytamy po trzy razy dziennie.


A co czyta dwulatek?
Książeczki, które są na naszej top liście (oprócz wyżej wspomnianych) to:
- numer 3 - zabawne wierszyki "Pan Pierdziołka spadł ze stołka". Nie wszystkie jednak do mnie trafiają. Czytamy więc wybrane.


- numer 2 - "Turlututu. A kuku to ja!" Tulleta. Proste historyjki o Turlututu, któremu pomaga nasze - "czytające" dziecko, naciskając, potrząsając książką czy wypowiadając zaklęcia.


 Druga książeczka tego autora "Naciśnij mnie" jest nudniejsza, właściwie nic się nie dzieje, nie za bardzo do Mai trafia.

- numer 1: seria książeczek Rotraut Susanne Berner "Wiosna, lato, jesień, zima na ulicy Czereśniowej". Książeczka bez tekstu, bo... historie ma opowiadać czytający. Na początku byłam sceptycznie do tego nastawiona, bo o czym ja tam mam opowiadać. Okazuje się, że jest o czym. Bohaterom przytrafiają się różne przygody zwykłe i trochę mniej zwykłe. I można o nich mówić i mówić. 
Maja najbardziej się przejęła historią Edzia, który rozbił nos (o słupek) i pupę, przewracając się na skórce od banana, którą z kolei prawdopodobnie wyrzuciła Ola:)
 
Książeczki są  rewelacyjne. "Lato..." jeździ z nami w samochodzie, więc nie ma na zdjęciu:)



Kończąc ten niezwykle długi post, serdecznie was pozdrawiam i dziękuję za odwiedzinki:)
eva

niedziela, 1 czerwca 2014

Balkon - mała Arkadia:)

Korzystając z czasu na drzemkę, którą właśnie odbywa Maja po intensywnym przedpołudniu - plażowanie (miejskie), jazda bimbą po Poznaniu - kurs specjalny dla dzieci, zasiadłam wreszcie do bloga.
Oj, braki mam na tym polu ogromne.
Niestety - w pracy gorący okres, stety - ciepło, więc całe dnie spędzamy z Mają na dworze.

Ale wracając do tematu - udało mi się stworzyć na balkonie milutkie miejsce na kawkę i książkę, a także do zabaw z Mają.


Znalazło się tu miejsce na ikeowski stolik oraz wygodne krzesło.


Na ścianie zawiesiłam kratkę, którą można różnorako wykorzystać.
Zauroczona ramką, którą zobaczyłam kiedyś na blogu Eulalii, zrobiłam w tym stylu zawieszkę. 



Dodałam turkusowe "umilacze życia" z Jyska, by osiągnąć efekt "lata w pełni"  i "nadmorskiej bryzy":)



Truskawki smakują wyśmienicie z kawą lub kawa z truskawkami, w każdym bądź razie razem i jedno i drugie smakuje wyjątkowo. Do tego oczywiście świeże powietrze i otoczenie kwiatów - cudnie pachnących, zwłaszcza wieczorem.
Bratki rosną jak szalone:) Obok begonie i wokół moje ulubione surfinie.




Zastanawiam się nad tym dywanikiem, nie do końca mi tu pasuje. Ostatnio położyliśmy sztuczną trawę - można więc chodzić tu boso, jednak nie zasłania ona całej podłogi, bo to był półokrągły kawałek. Jest więc ten dywanik... :( Może coś poradzicie?

Zdjęcia robione są o różnych porach dnia, więc światło jest inne.

Zaraz jedziemy dalej świętować Dzień Dziecka:)
Pozdrawiam was bardzo serdecznie i dziękuję, że do mnie wpadacie, dziękuję za każde dobre słowo:)
eva

piątek, 9 maja 2014

Dwa latka

Dziś mijają 2 latka, od czasu gdy w gorącą, majową noc moje dziecię zdecydowało się przyjść na świat. 2 lata minęły błyskawicznie.
Dopiero co była takim nieporadnym maluchem...
... a teraz doskonale wie czego chce i do tego dąży.

Dopiero co miała problem z raczkowaniem...
... a teraz tak szybko biega.

Tak trudno było jej oderwać się od mamy...
... a teraz odważnie odkrywa świat.

Dopiero co umiała się tylko komunikować płaczem, a teraz ....ma tyle do powiedzenia, jej słownik jest coraz bogatszy, tworzy całe zdania, a nawet odmienia już wyrazy przez liczby, rodzaje, czasy, przypadki. Każdego dnia mnie zaskakuje:)
Jest niesamowita:)

A tu fotki z urodzin. Zrezygnowaliśmy w tym roku z grilla ze względu na pogodę i świętowaliśmy u nas. Wystrój podobny jak w zeszłym roku.

 W pudełeczkach podziękowanie dla gości.

Tort, mimo że wizualnie nie zachwycił, był przepyszny. Obie świeczki w tym roku zostały samodzielnie zdumchnięte:) 

A tu w oczekiwaniu na gości:)
Impreza była raczej dla dorosłych, bo w najbliższej rodzinie nie mamy żadnego malucha.
Jednak Mai się podobało - cały czas była w centrum zainteresowania:)
Za to imprezę dzieciową miała w żłobku. Po powrocie nie mogła się rozstać z prezentami.
Szczególnie do gustu przypadła jej czapeczka. A jaką zrobiła awanturę jak miała iść z tatą do sklepu. Nie chciała iść w żadnej innej czapce. Tatuś nie miał wyjścia:)

piątek, 25 kwietnia 2014

Słońce i bzy...

Witajcie,
bardzo wam dziękuję za życzenia świąteczne.
Bardzo szybko te dni mi minęły. Pojechaliśmy oczywiście na drugi koniec Polski, by spędzić święta w rodzinnym gronie.
Maja podróż jakoś przetrwała, dzięki pełnej siacie zabawek i książeczek. Zastanawiamy się nad uchwytem do tableta i puszczaniem bajek, tyle, że Majuś (a może na szczęście) nie przepada za oglądaniem. Obejrzy zaledwie 3 odcinki "Pepy" (są bardzo krótkie) i chce się bawić w co innego. Może dlatego, że i my niemal zupełnie nie oglądamy tv.

Mamy piękny kwiecień!
Cudowne słońce, zieleń, kwiaty i niesamowite zapachy każą cieszyć się każdym dniem. Człowiek zupełnie inaczej się czuje, ma mnóstwo energii i optymizmu. Uwielbiam ten okres.


W mojej białej kuchni oczywiście pojawiły się kwiaty. Zapach bzu jest przecudowny!


 Nad stołem zawisła tablica. Przydaje się na różne zapiski, które lubiły się bez niej gubić.





Uwielbiam słońce w mojej kuchni. Cieszę się, że mamy ją od strony południowej. I niby parter, ale słoneczko trafia.

Zaczęłam już sezon balkonowy. A to już w następnym poście.
Pozdrawiam
eva

piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocnie

Dziękuję wam bardzo za tyle dobrych słów pod poprzednim postem. Majuś, jak wyszło na kolejnym prześwietleniu, ma już płuca czyste. I mam nadzieję, że już nic złego nie złapie. Teraz (a właściwie już od wczoraj) cieszymy się wspólnymi chwilami w rodzinnym gronie.

W związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi chciałabym wam życzyć wszystkiego dobrego, spokojnych i rodzinnych Świąt, wytchnienia od pracy i problemów dnia codziennego.
eva


sobota, 29 marca 2014

Różowe akcenty

W salonie pojawiły się testowo różowe akcenty. Zasłony uszyłam po kosztach. Kupiłam ikeowską narzutę, przecięłam, przeszyłam i mam zasłony do salonu za 39 zł.


Zrobiło jakby tak bardziej wiosennie. Nie mogę się jednak zebrać, by poszyć poduchy, a pomysły i materiał mam.  No i oczywiście zabieram się do wywalenia żaluzji i zakupu rolet. Ale: powoli, powoli.

Dostaliśmy wreszcie dla Mai skierowanie na prześwietlenie płuc. Czterech lekarzy nic nie słyszało, a ona ciągle (od września!) kaszlała. No i wyszło - zapalenie jednego. Na szczęście do szpitala nie trafiliśmy. Maja przechodzi wszystko bezgorączkowo, jest żywym, pełnym energii dzieckiem i gdyby nie ten kaszel...
Dostała inhalacje - zakupiliśmy nebulizator, z którego i ja korzystam. Na początku nie wyobrażałam sobie jak miałabym córkę zmusić do siedzenia 2 razy dziennie po kilkanaście minut z maseczką i wdychania. Ale ciągle coś wymyślam: oglądanie bajek (choć za bardzo nie lubi), malowanie farbami, ciastolina, czytanie. I jakoś wdycha.
 
Katar przeszedł  Mai po tej nebulizacji od razu. Kaszel też wreszcie przechodzi.
I na szczęście dostała pozwolenie na spacery, więc korzystamy z cudownej pogody.
Wszystkiego dobrego.
eva

wtorek, 18 marca 2014

A w sypialni brakuje zasłon:(

Dziś chciałabym pokazać jedną z ulubionych zabawek Mai - domek dla lalek. Miałam obawy, że jeszcze jej nie zainteresuje. Jednak jak zobaczyła u koleżanki domek dla lalek Lego, to trudno ją było od niego oderwać. Wyszperałam więc na tablica.pl drewniany domek zrobiony przez tatusia innej dziewczynki, która już z niego wyrosła, i oto jest.


Muszę przyznać, iż bardzo dobrze się bawiłam malując, tapetując, meblując i robiąc detaliki do tego domku. Część mebelków zakupiłam, część przyjechała z domkiem, część sama zrobiłam, podbierając cichaczem Majuni drewniane klocki.
Kuchnia.

Niektóre rzeczy zrobiłam za pomocą modeliny. Przy okazji świetnie bawiła się przy tym cała nasza rodzinka. Zaś u tatusia Mai odkryliśmy talent do lepienia zwierzątek z modeliny:)
Łazienka.


Salon.



Niewykończona sypialnia.


 Maja ciągle przestawia mebelki, kąpie lale czy też je karmi i każe pić kawkę:)


A tak wyglądał po zakupie. Zupełnie nie moje kolory.


Rozkładamy misia przed domkiem i bawimy się bardzo antygenderowo:)


Co do buntu dwulatka zaczął sprawdzać taki sposób - jeśli Maja wpada w płacz ze złością - zostawiam ją samą. Jednak po paru chwilach płacz się zmienia, zamiast złości pojawia się nutka żalu, smutku, wtedy przytulam ją i powoli się wycisza. Kilka dni z tą metodą - i awantur jest zdecydowanie mniej!
Pozdrawiam was cieplutko.
eva


czwartek, 13 marca 2014

Kuchnia

Kuchnia to miejsce, gdzie spędzam najwięcej czasu.
Mam tu też najwięcej możliwości i materiału do eksperymentów.
W związku z tym, że niemal wszystko jest tu do wymiany - eksperymentuję bez granic.


Szafki już pomalowane, uchwyty zmienione, narożnik po metamorfozie, pozostają więc detale.
Nie mogąc się doczekać wymiany okna i parapetu, staram się, aby wyglądało jako tako. Trafiłam na allegro na haftowane zazdrostki, górną zaś firanę zakupiłam za kilka zł w SH, zasłony w krateczkę również .



Mała zamiana miejsc i zasłona robi za obrus:)


Szaro - smutny kalendarz zyskał pastelowe detale.


I zakup, o którym wspominałam w ostatnim poście - białe puszki Vintage Home (znalezione w atrakcyjnej cenie w niedawno odkrytym sklepie AGD).



To tyle, jeśli chodzi o kuchnię.
Majuś intensywnie przeżywa bunt dwulatka. Szukam rozmaitych sposobów na nią.
Wczorajsze 20 - minutowe wspólne (!) siedzenie na ulicy i czekanie aż się uspokoi, rezultatów nie przyniosło - wzięłam pod pachę i przyniosłam do domu.
Normą jest, iż kładzie się na chodniku czy podłodze w sklepie i ryczy. Dlaczego ryczy? - bo tak.
Razem z mężem ignorujemy i zachowujemy spokój.
A społeczeństwo? - starsze panie prezentują niezdrową ciekawość i zbulwersowanie, kobiety z dziećmi - posyłają porozumiewawczy uśmiech.
Jednym słowem - niezła jazda.
Na nudę nie narzekam.
Pozdrawiam słonecznie.
eva