piątek, 31 lipca 2020

Wakacyjne powroty - Wapionka

Wakacje... Kolejny raz wybraliśmy Dworek Wapionka. Jest to tak urokliwe miejsce, że przyciąga jak magnes. Brak tu kiczowatych straganów z chińskim badziewiem, brak tłumów, za to znajdujemy klimatyczne miejsce, pośród lasów i jezior, pełne ciszy i spokoju.
Tu się naprawdę wypoczywa.
Choć dla nas odpoczynek - to nie leżenie od rana do wieczora do góry brzuchem. Jak tylko przyjechaliśmy (po drodze odwiedziliśmy znajomych w Toruniu), od razu wskoczyliśmy do jeziora. 
O tym marzyłam cały rok.
A od następna dnia zaczęło się:
- przejażdżki łódką, rowerkiem, kajakiem, 
- pływanie, budowanie z piasku pałaców dla syrenek,
- odwiedziny w pobliskim parku linowym (raz drogą wodną), spacery,  jazda rowerami, palenie ogniska i pieczenie kiełbasek, 
-  przepyszne śniadania i obiady z ogromnymi deserami, 
Po prostu relaksowaliśmy się, patrząc na otaczającą nas zieleń, słuchając śpiewu ptaków i plusku kaczek, szumu drzew i jezior,

Powrót zaś urozmaiciliśmy lodami w Ciechocinku i niespodziewanym zwiedzaniem Gniezna z uratowaną na ulicy papużką.
Już tęsknię za moim ulubionym miejscem...
Ale przed nami kolejne wyjazdy:)

niedziela, 14 czerwca 2020

Po...

Na pewno był to czas niespodziewany, pod wieloma względami trudny - dla jednych bardziej, dla innych mniej. 3 miesiące w domu z dziewczynami. Z jednej strony to tak jak w wakacje. Jednak inaczej, bo strach, bo co to będzie i jak to dalej będzie. Ale człowiek to takie stworzenie, które się dosyć szybko adaptuje do nowych warunków. Co mnie pomogło? Żyć prawie jak do tej pory i spacery (których tak naprawdę nie zabroniono) - te krótsze, najbliżej domu i te dalsze, by mieć cały czas kontakt z przyrodą.
Wielkanoc, urodziny Róży i urodziny Mai spędziliśmy we własnym 4-osobowym gronie.
 
Rodzina towarzyszyła nam telefonicznie w tych wydarzeniach. Obok tortu stały zawsze włączone telefony i obie babcie śpiewały razem z nami 100 lat. Inaczej, ale też miło.
Nie wytrzymaliśmy w majówkę i udaliśmy się na drugi koniec Polski, by spędzić choć kilka chwil z rodziną.
W domu milion zabaw, ale ileż można, więc i nuda. Lekcje - początkowo jako ciekawe zajęcie, po jakimś czasie Mai obrzydły. Młodsza jednak "swoje lekcje" może robić ciągle. Świetnie zrobiona teczka dla trzylatka - "Mam trzy latka", wyd. Olesiejuk - była wybawieniem.
Do tego trochę innych kreatywnych zadań, oprócz audiobooków, które starsza może słuchać godzinami (zbawienny Empik:). Udała nam się literacka planszówka własnoręcznie wykonana. Ciekawe było też malowanie natury oraz wiele, wiele innych zabaw.
 
No i oczywiście nasze wycieczki - ucieczki na łono natury.
Jak dmuchać dmuchawce, gdy ta maseczka przeszkadza? Można ją zamienić na nosidełko dla przytulanki. Pomysłów bez końca.
 
 Jakoś tak wciąż ciągnęło nas nad wodę.
 Można sobie powyobrażać, że jest się nad morzem.
Drobne przyjemności pozwalały zapomnieć o "nienormalnym" czasie.
A gdy otworzyli kawiarnie...
I można już było do ogródka babci - odetchnęłam z radością i ulgą:)
A teraz tylko cieszę się z nadchodzącego lata