czwartek, 7 lutego 2019

Początek roku

Styczeń minął błyskawicznie, że nawet nie zdążyłam zamieścić żadnego wpisu. Po prostu nie miałam czasu na wirtualny świat. Skupiłam się zdecydowanie na realnym, ale czy do końca? Hmm, no nie. Mój plan na styczeń i luty, a pewnie zahaczy o marzec wygląda następująco:
O. Rudnicka - przeważnie zabawne komedie z wątkiem kryminalnym, od czasu do czasu autorka skupia się na poważnym temacie. Ale w mojej opinii świetnie jej wychodzą zabawne teksty, z których wyłania się prędzej czy później silna, pewna siebie, zdecydowana, niezależna bohaterka (oczywiście dominuje tu płeć żeńska).


G. Gargaś - książka, o której pisałam w poprzednim poście zachwyciła mnie, kolejne przede mną.
R. Mróz - dopiero się poznajemy.
T. Michniewicz - "Świat równoległy" przypomina mi Kapuścińskiego, sięgam więc po kolejne pozycje.
Pozostali autorzy - sprawdzam.

Ponadto po styczniowym spotkaniu Kręgu Kobiet stworzyłam mapę marzeń na rok 2019, oczywiście czeka jeszcze na dopracowanie.
Nad dwoma aspektami usilnie pracuję: już trzeci tydzień z 6 Weidera, w lekko zmodyfikowanym przeze mnie wydaniu. Małe postępy są, co mnie cieszy. Druga rzecz, na której chcę się skupić to rozwój osobisty. Dużo czytam, oglądam webinary, tedexy, może zdecyduję się na jakiś kurs.
Na razie dobrałam takie lektury, powoli będę sprawdzać czy to trafiony wybór. Chciałabym skupić się przede wszystkim na jak najlepszym poznaniu siebie, swoich upodobań, reakcji, nawyków, wad i zalet. Doskonała znajomość samego siebie jest podstawą do dalszych działań, wyzwań, poszukiwania hobby, przy którym zostanę na dłużej (może się uda). Na razie, oprócz dzieci, wciągnęło mnie to:
Choć to też dla dzieci.
Ale o dzieciach w następnym poście.

środa, 26 grudnia 2018

Magia grudniowej nocy

Magia grudniowej nocy powoli dobiega końca... Warto więc zatrzymać te chwile, by do nich co i rusz powracać.
Tytuł posta zapożyczyłam od bardzo ciepłej książki G. Gargaś, idealnej na grudniowe wieczory.
My jak co roku przeżywaliśmy dwie Wigilie, najpierw z poznańskimi dziadkami, potem z drugimi, którzy mieszkają hen daleko.
Nie jestem zwolenniczką przeładowanych stołów, dlatego jedzenia było u nas w sam raz. Tradycyjnie barszczyk z uszkami (robionymi w tym roku głównie przez moją starszą córkę), rybka, dodatki, potem kawa, herbata i ciasta. No i oczywiście prezenty dla dziewczynek.
Druga Wigilia (wyjazdowa) była troszkę huczniejsza, było więcej dzieci, zatem większy rozgardiasz i więcej śmiechu.
Z perspektywy lat stwierdzam, że nie liczy się to, co się dostanie czy też dostało, tylko sam fakt oczekiwania, podglądania tego, co leży pod choinką, a potem wręczania prezentów przez dyżurną Mikołajkę. Choć oczywiście prezenty sprawiły wszystkim dużo radości, bo były dużo wcześniej wyszukane i odpowiednio dobrane.
Jednak moja starsza córeczka stwierdziła przed wyjazdem, że głupia jest ta piosenka, gdzie śpiewają, że dzieci najbardziej nie mogą się doczekać prezentów, bo ona najbardziej nie mogła się doczekać spotkania ze swoim kuzynem Leonkiem.
Takie też powinny być te święta - rodzinne. My kolejne dni też będziemy przeżywać rodzinnie.
Zatem: Wesołych Świąt, raz jeszcze wszystkim.