Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2019

To już 22 miesiące. Czym się bawi moje dziecko.

Za dwa miesiące moje młodsze dziecko skończy 2 latka. Cieszę się, że ten okres udało nam się być razem. Jednak od września Różulek będzie szedł do żłobka. Dlaczego nie opiekunka? Po prostu chcę żeby przebywała z dziećmi, uczyła się funkcjonować w grupie i stawała się coraz bardziej samodzielna. Choć z tym ostatnim jest całkiem nieźle.
Dzięki metodzie BLW moje młodsze dziecko nie dość, że samodzielnie zjada nawet zupki, to jeszcze przeważnie zjada wszystko. Jest niewiele rzeczy, których nie lubi. Wprost przeciwnie niż jej starsza siostra.
Potrafi sama ściągać rajstopy, zdejmować sweterek, zakładać spódniczkę, zwłaszcza kiedy jest nasz czas na tany tany.
Mój maluch ma wciąż (i na szczęście) jedną dwugodzinną drzemkę w ciągu dnia. Noce powiedzmy że przesypia. Raz ma lepsze, raz gorsze i wtedy muszę być obok i trzymać za łapkę aż znowu zaśnie. Zazwyczaj ja zasypiam pierwsza. Ale obie nie przepadamy za spaniem w jednym łóżku. Różuś preferuje zdecydowanie swoje łóżeczko i zasypia wtulona w swojego chomisia oraz ukochaną kicię, którą się nieodmiennie zachwyca (często w nocy, wydając piski zachwytu, jak by ją pierwszy raz widziała).
Jest bardzo komunikatywna. Dużo mówi, powtarza wszystko co usłyszy i robi to ze zrozumieniem. Cieszę się, że jest już w stanie mówić kiedy chce pić, jeść, co chce jeść, czy coś boli i wskazać co boli, mówi w co się chce bawić, albo opowiada co widzi lub słyszy. Najbardziej mnie rozczula, kiedy mówi do mnie "mamuś".

Lubi inne dzieci, ma już swoją koleżankę Agatkę, z którą dzieli się zabawkami lub jej zabiera.
Wpatrzona jest w swoją starszą siostrę, którą często chce naśladować. Lubi z nią tańczyć lub bawić się z chomiczkiem, choć chomiś tego nie wiedzieć czemu nie lubi (to nowy mieszkaniec naszego domu).
Ponadto Różuś lubi place zabaw. I to nie tylko ze względu na inne dzieci, które tam często spotyka, ale według mnie dlatego, że tam, robi rzeczy trudne i jej się to udaje. Jest odważna, nie ma lęku wysokości.
Najgorsze co można zrobić, to wołać za dzieckiem: "Nie wchodź tam, bo spadniesz". I jak ono w przyszłości ma pokonać Zawrat czy Rysy? Ja pozwalam jej na dużo, będąc w pobliżu w razie czego. W związku z tym, kiedy jeszcze nie umiała chodzić wdrapywała się na czworaka na drabinki, by z uśmiechem zjeżdżać z dużej ślizgawki. Nie wspomnę o minie zadziwionych mamusiek z gatunku tych ostrożnych.
Dziś zjeżdża sama z najwyższej zjeżdżalni i widzę, że sprawia jej to satysfakcję i kształtuje pewność siebie. Ale ma też swoje dziecięce lęki (choć starsza nigdy nie miała). Panicznie boi się Kajo, czyli Mikołaja. Mówi, że "Kajo przyjdzie" i w strachu przybiega do mnie się przytulać. A wszystko przez to, że Majula kiedyś ją tak nastraszyła i utkwiło jej to w główce.
Niestety przez ten czas zimowy i smog dużo czasu spędzamy w domu. Nie mamy jednak dylematu w co się bawić.
Moja diagnoza brzmi: za dużo zabawek. Ale niestety pojawiają się one zewsząd. A to zostało mnóstwo po starszej siostrze, a to po dzieciach w rodzinie czy też po dzieciach znajomych, a to dziadkowie co i rusz coś kupują, choć teraz już mniej (po usilnych prośbach).
Staram się w miarę ograniczać stan posiadania zabawek, ale wciąż jest ich za dużo. Z drugiej strony wielu z nich szkoda wyrzucić/sprzedać/oddać, bo są na prawdę ładne i interesujące dla malucha. Jedyne co mi zostaje to rotacja: część zabawek chowam, pozostałą częścią córka się bawi. Po jakimś czasie wymianka.
Jakie zabawki od kilku miesięcy są u nas na topie?
Jedną z nich jest uroczy zestaw filiżanek i talerzyków z czajniczkiem (z Biedronki). Często urządzamy sobie "czas na kawkę".
Kuzynowi też się szalenie podobała ta zabawka. Ale niektóre mamy wiedzą, że chłopcom śmiało można kupić kuchenkę czy też właśnie zestaw kawowy. W końcu w kuchni też będą bywać, gdy dorosną. Chyba że wszystko będzie robić za nich mamusia, a potem żonusia.
A to mój zestaw, którym raczę się ze starszą córką (ona oczywiście kakao).
Kolejna fajna zabawka na ten wiek to warzywa do krojenia na magnes lub rzepy.
Jeśli chodzi o magnesy to super są magnetyczne puzzle z Djeco. Przydają się gdy ja gotuję obiad.
Z puzzlowych zabawek na topie teraz też u nas są zwierzątka z Tidlo. Różuś nieźle sobie radzi z dopasowaniem zwierzątek i nakarmieniem ich.
Lubi puzzle, układanki i sortery. Nazwy kształtów ma już całkiem nieźle opanowane, gorzej z trafieniem do odpowiednich otworów sortera. Jak już się niecierpliwi to po prostu podnosi przykrywkę i wrzuca jak leci.
Co jeszcze godnego polecenia? Nawlekanki, klocki jeżykowe, drewniane klocki, które trzeba nakładać na patyczki oraz testowana przed laty przez starszą siostrę Farma od Little Tikes (gdzie trzeba coś pokręcić, pociągnąć, nacisnąć, by pojawiły się zwierzątka, a co Różyczka opanowała do perfekcji. Zabawka pojedzie więc niebawem do młodszego kuzyna)
Różyczka ma swoje kredki stożkowe nakładane na paluszki, choć częściej korzysta ze zwykłych kredek Mai. Bo przecież musi tak jak siostra. Ale do pisania świetnie jej służy duży, w miarę prosty znikopis, przy którym oczywiście są też zwierzątkowe magnesy.
Zabawki w naszym domu nie są bezmyślnymi, jedynie święcącymi i wydającymi dziwne dźwięki plastikowymi koszmarkami. Gdyby córka była nimi zainteresowana to mielibyśmy takie, jednak nie jest. Ma zabawki, które uczą myślenia, rozwijają wyobraźnię i co ważne w jej wieku - uczą jej małe rączki coraz lepszej koordynacji. I co najważniejsze chętnie po nie sięga.
Jednak, największym hitem ostatniego tygodnia jest ta zabawka (zarówno dla starszej, jak i młodszej córki):
To zawieszony na sznurku (przy lampie) balon (wcześniej po prostu skarpetka), którego można pacać czymkolwiek, organizować mecze i zdobywać nim gole czy też z nim tańczyć, np. w ramach naszej codziennej popołudniowej godzinki taneczno - treningowej (tańce wspólne, trening mój - 6 Weidera).
No i powodzeniem też cieszy się wszystko co jest małe i można wsypywać, przekładać, np. guziczki do słoiczków, drobne zabawki do małych, najlepiej zamykanych pojemników.

Uff, można by wymieniać i wymieniać zabawki i zabawy - nie wspomniałam jeszcze o manipulacyjno - kreatywnych zabawach i zabawkach oraz książeczkach, ale to następnym razem.

środa, 19 września 2018

Miętowa huśtawka

Ostatnio chodził za mną kolor miętowy. Maleńkie akcenty pojawiły się w salonie. Zaszalałam za to z tym kolorkiem w pokoju u dziewczyn. Miętowy zaczął wypierać tam róż. Ale znając życie lada chwila mi się znudzi. Na razie jednak cieszę się zmianami, bo miętowego w moim domu jeszcze nie było. Ostatnia miętowa rzecz jaka się u nas pojawiła to huśtawka dla Róży.
Trochę mi zeszło z metamorfozą, bo ciepłe dni spędzamy jak najwięcej na dworze, a wieczorami jestem tak padnięta, że na nic nie mam już siły.
Ale udało się i jest.

Przed metamorfozą wyglądała tak:

Taka sobie zwyczajna drewniana huśtawka. Do dostania na allegro za naprawdę niewielkie pieniądze.
Jak wyglądał proces metamorfozy?
Wystarczyło przemalować - farba Dekoral "Aromat mięty". Trochę czasu zajęło oklejanie sznura. A najlepiej malowało się jak była zawieszona.
Następnie produkcja frędzelków poszła dosyć szybko. W internecie jest mnóstwo porad jak je zrobić. Ja jeszcze dodałam drewniane korale, które miałam z naszyjnika (reszta korali służy Róży w tzw. montessoriańskim pudełku z dziurą). W tle "Mamma mia":) Tak więc przyjemnie się je robiło.
Frędzelki tylko poprzywiązywałam do huśtawki, oczywiście testując je czy wytrzymają ciągnięcie przez małe rączki Róży. Wytrzymały.
Uszyłam jeszcze raz dwa podusię. Na szczęście gąbka gdzieś tam była z niepotrzebnego kawałka materaca.

 I taki oto fajny gadżecik internetowy (ceny niebotyczne w sieci za podobne huśtawki) pojawił się i u nas.

A tu przeszczęśliwe dziecko, które zapewne kolor ma w nosie. Choć frędzelki od razu zwróciły jej uwagę:)


  

wtorek, 18 marca 2014

A w sypialni brakuje zasłon:(

Dziś chciałabym pokazać jedną z ulubionych zabawek Mai - domek dla lalek. Miałam obawy, że jeszcze jej nie zainteresuje. Jednak jak zobaczyła u koleżanki domek dla lalek Lego, to trudno ją było od niego oderwać. Wyszperałam więc na tablica.pl drewniany domek zrobiony przez tatusia innej dziewczynki, która już z niego wyrosła, i oto jest.


Muszę przyznać, iż bardzo dobrze się bawiłam malując, tapetując, meblując i robiąc detaliki do tego domku. Część mebelków zakupiłam, część przyjechała z domkiem, część sama zrobiłam, podbierając cichaczem Majuni drewniane klocki.
Kuchnia.

Niektóre rzeczy zrobiłam za pomocą modeliny. Przy okazji świetnie bawiła się przy tym cała nasza rodzinka. Zaś u tatusia Mai odkryliśmy talent do lepienia zwierzątek z modeliny:)
Łazienka.


Salon.



Niewykończona sypialnia.


 Maja ciągle przestawia mebelki, kąpie lale czy też je karmi i każe pić kawkę:)


A tak wyglądał po zakupie. Zupełnie nie moje kolory.


Rozkładamy misia przed domkiem i bawimy się bardzo antygenderowo:)


Co do buntu dwulatka zaczął sprawdzać taki sposób - jeśli Maja wpada w płacz ze złością - zostawiam ją samą. Jednak po paru chwilach płacz się zmienia, zamiast złości pojawia się nutka żalu, smutku, wtedy przytulam ją i powoli się wycisza. Kilka dni z tą metodą - i awantur jest zdecydowanie mniej!
Pozdrawiam was cieplutko.
eva


wtorek, 19 listopada 2013

Kuchnia numer 1

Prezentuję dzisiaj kuchnię numer jeden. Od razu widać, do kogo należy. Majeczka oczywiście zachwycona.











Ikeowskie warzywa są naprawdę świetne. Najpierw, czyli dobre miesięcy wstecz, Majuś uczyła się rozpoznawać poszczególne warzywa, teraz gotuje z nich zupę:)


 
Zanim jednak od dziewczynek, które już z niej wyrosły, trafiła w ręce mojej małej gospodyni, przeszła metamorfozę. Ze smutnej, czerwono - szarej zmieniła się w pastelową, wesołą kuchenkę. Wystarczyły kawałki tapet (resztki z pokoju Mai), klej do tapet, materiały w zieloną i różową krateczkę na ściereczkę i zasłonkę pod zlew oraz kilka kuchennych gadżetów.
I jest.
Czyż nie jest urocza?

wtorek, 12 listopada 2013

Dom zbudowany

Majuś nieco chora, więc siedzimy sobie w domku, wymyślając wciąż nowe zabawy. Cudownie jest chwilowo zapomnieć o pracy, a być tylko z córą.
Dziś zamiast kuchnią, pochwalę się domem, który udało nam się wraz ze znajomymi niedawno zbudować.


Zastanawiam się kto miał większą frajdę - faceci, którzy stawiali ściany, wprawiali okna i drzwi czy my kobitki od dekoracji, czy też dzieciaki, które ochoczo włączyły się do wszelakich prac z dekoratorskimi na czele.


Jeśli chodzi o dzieci, to zachwytom nie było końca.

Ruchome okienka,drzwi, mysia dziura (której tu nie widać - jest z drugiego boku, a którą dziewczyny lubią sobie wchodzić do domku), światło do zabaw wieczorową porą - to niewątpliwie uroki tego domku - z punktu widzenia dziecka:)
Do środka włożyłam koc, kolorowe poduchy, Majuś zaś dołożyła misie, lale i książeczki.


Pierwsza wersja, czyli malowanie kredą, sprawdziła się tylko na krótką metę, choć z tym tez była fajna zabawa. Jednak każde otarcie się o domek czy przytulenie dzieciaków:), zostawiało ślady. Dlatego wersja ostateczna jest z tapetą i farbą.



I tak w salonie przybyło nam naprawdę fajne miejsce zabaw.
Polecam, zwłaszcza na jesienne dni, kiedy trzeba siedzieć w domu.
eva

piątek, 1 marca 2013

Decyzja podjęta

Zdecydowaliśmy się:) Będzie to mieszkanie w bloku. Z czego się nad wyraz cieszę!!!
 Całe życie mieszkałam w bloku. Lubię ludzi dokoła siebie, dużo sklepów pod ręką, chodniki - odśnieżone zimą:), drzewa, ruch. Lubię jak coś się dzieje wokół. I widzę, że moja córa też.
Wczoraj zrobiłyśmy sobie spacer po osiedlu, na którym będziemy za parę miesięcy mieszkać. Co krok to plac zabaw i dużo dzieci spacerujących i... zaczepiających Majeczkę, co jej się bardzo podobało - uśmiech od ucha do ucha:)
Tak więc, mieszkanko już wybrane. Teraz czekamy na kredyt. Oj, z tym to jakaś masakra. Totalne pierdółki mają wpływ na to czy go dostaniemy, czy też nie. Jednak jestem dobrej myśli. I już w myślach urządzam nasze nowe - własne lokum:)

A poza tym - wreszcie wiosna:)

Natomiast poniżej - moja córa w nowej zabawce. Dziękuję w tym miejscu Niezapominatce za porady w tej sprawie. Zastanawiałam się bowiem nad skoczkiem, którym z kolei jej córka była zachwycona. Jednak w drzwiach skoczek, mimo reklam, nie spisuje się - dziecko obijałoby się o framugi. Z huśtawki jestem zadowolona, zwłaszcza wieczorami, bujanie przed kąpielą zdecydowanie wycisza Majeczkę:)



czwartek, 6 grudnia 2012

Mikołajkowo, wiankowo

Trudno jest pisać, jednocześnie karmiąc malucha, ale spróbuję.
Wczoraj zrobiłam swój pierwszy wianek i jestem z niego mega- zadowolona.


Pierwszy raz robiłam decoupage na materiale i wyszło całkiem całkiem. Nawet się zdziwiłam, że to takie proste.



 Całkiem nieźle się wkomponował:) Mój mąż dodałby coś zielonego, jakieś gałązki, ale ja zostawiam tak jak jest.



Ale to jeszcze nie koniec dekoracji. Wczoraj, zrobiłyśmy sobie z Mają spacerek do sklepu ogrodniczego i wróciłyśmy z gwiazdą betlejemską i tym oto cyprysikiem, który czeka na jakąś mini dekorkę.



Za oknem biało. Jest pięknie:) Dałam Mai śnieg do rączki (tak sobie bada ten świat powoli) - przyglądała się, ściskała, a on się roztapiał. Ciekawe co takiego sobie myślała.

A dzisiaj w nocy przyszedł Mikołaj i zostawił "pod poduchą" furę prezentów. Fischery też się znalazły. Mówiący piesek wzbudził radosny zachwyt. Tu godzina 6 rano, czyli:"mamo, mamo, wstawaj, pobudka, pobaw się ze mną..." - gdyby umiała mówić.



Miłego wieczoru życzę w ten cudowny zimowy czas...