Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2020

Wakacyjne powroty - Wapionka

Wakacje... Kolejny raz wybraliśmy Dworek Wapionka. Jest to tak urokliwe miejsce, że przyciąga jak magnes. Brak tu kiczowatych straganów z chińskim badziewiem, brak tłumów, za to znajdujemy klimatyczne miejsce, pośród lasów i jezior, pełne ciszy i spokoju.
Tu się naprawdę wypoczywa.
Choć dla nas odpoczynek - to nie leżenie od rana do wieczora do góry brzuchem. Jak tylko przyjechaliśmy (po drodze odwiedziliśmy znajomych w Toruniu), od razu wskoczyliśmy do jeziora. 
O tym marzyłam cały rok.
A od następna dnia zaczęło się:
- przejażdżki łódką, rowerkiem, kajakiem, 
- pływanie, budowanie z piasku pałaców dla syrenek,
- odwiedziny w pobliskim parku linowym (raz drogą wodną), spacery,  jazda rowerami, palenie ogniska i pieczenie kiełbasek, 
-  przepyszne śniadania i obiady z ogromnymi deserami, 
Po prostu relaksowaliśmy się, patrząc na otaczającą nas zieleń, słuchając śpiewu ptaków i plusku kaczek, szumu drzew i jezior,

Powrót zaś urozmaiciliśmy lodami w Ciechocinku i niespodziewanym zwiedzaniem Gniezna z uratowaną na ulicy papużką.
Już tęsknię za moim ulubionym miejscem...
Ale przed nami kolejne wyjazdy:)

poniedziałek, 22 października 2018

Wakacje w październiku

Wakacje w październiku? Czemu nie, jeśli jest taka możliwość, to polecam jak najbardziej. Zwłaszcza jak październik jest piękny. A ten jest, a właściwie był... do tej pory.
Mąż dostał wreszcie urlop, który mieliśmy spożytkować na odświeżenie przedpokoju, wprowadzenie ulepszeń w łazience i kuchni, ale... No właśnie i tu pojawiło się pytanie: mieć czy być? Tym razem padło na "być".
Ściana w przedpokoju straszy, ale my mieliśmy wspaniałe jesienne wakacje.
3 dni przed spontanicznie zaplanowanym (czy to się nie wyklucza?) wyjazdem, wyguglałam sobie uroczy zakątek w województwie kujawsko-pomorskim. Trochę daleko od Poznania. Zdecydowaliśmy się jednak jechać i to była bardzo dobra decyzja. 
Wymarzyłam sobie wyjazd z dala od ludzi, od wielkich ośrodków i hoteli, z dala niemalże od cywilizacji i udało się. Miejsce, do którego dotarliśmy znajduje się w Górznieńsko - Lidzbarskim Parku Krajobrazowym. I o to chodziło: lasy, jeziora i długie spacery na świeżym powietrzu.
Na miejscu klimatyczny dworek i "chaty" w drewnie i kamieniu (z wszelkimi udogodnieniami). Restauracja w starym młynie, za nią prywatna plaża. Byliśmy zachwyceni. 
Za dnia jeszcze lepiej to wyglądało.
Najbliższa okolica była zachwycająca. 
Moja starsza córka odkryła, że to tu jest wejście do Narnii:)
Okolica wspaniała, ale ta złota polska jesień... Super trafiliśmy z pogodą.
Na miejscu na  gości czekały rowery, łódki, kajaki, wędki, grille, książki.
Największą atrakcją było dla nas pływanie. Młodsza córka bardzo grzecznie siedziała w łódce i obserwowała okolicę, starszą za to rozpierała energia. Na szczęście codziennie dopływaliśmy do brzegu cali i zdrowi.
Aż żal było wyjeżdżać. Na pewno jeszcze tu wrócimy. Ciekawa jestem jak tu jest zimą, tą prawdziwą, gdy wszystko tonie w śniegu. Na pewno jest bajecznie.
Tego mi brakowało. Takiego oderwania się od miasta, sklepów, internetu. 
Wakacje nad przeludnionym morzem czy w Tatrach pełnych ludzi nigdy nie zapewnią takiego psychicznego odpoczynku. Tu słyszałam spadające liście i nieustanny śpiew ptaków. Wieczorem usypiał mnie a rano budził szum wody we młynie. Widziałam wyskakujące ponad powierzchnię jeziora ryby, obserwowałam "kłótnie" kaczek, które z furkotem odlatywały na drugi koniec jeziorka. To dopiero jesienna bajka. 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Już koniec wakacji. Czy żałujemy?

Czas relaksu, przystopowania ze wszystkim, dobiega powoli końca.
I choć nie byliśmy daleko, nie odwiedziliśmy ciepłych ani zimniejszych krajów, nie pojechaliśmy ani w góry, ani nad morze (poza krótkim, majowym wypadem) to ten czas spędziliśmy naprawdę wakacyjnie. Poza wyjazdem wyjazdem do babci, o którym wspominałam tu, starałam się organizować czas na miejscu. Właściwie nie "organizowałam", bo to wszystko po prostu działo się samo, spontanicznie, przede wszystkim zwyczajnie, a jednak dostarczając mnóstwo wrażeń.

Były wrażenia smakowe.
Oj, tych smaków będzie mi bardzo brakować przez kolejne miesiące.
Lody u Oli i Adiego.

Smak róży, czemu nie.
Smak dzieciństwa, uwielbiam te obwarzanki.
Wrażenia ruchowe. Wszystkie place zabaw nasze:)
Moje córki coraz sprawniejsze. Szczególnie fajnie jest obserwować Różę, jak z nieporadnego maluszka zmienia się w małego człowieka coraz bardziej świadomego swojego ciała i swoich możliwości.
Moja sześciolatka jest na etapie uwielbiania wysokości i wszelakiego ruchu, więc parki linowe czy sale do skakania są jej ulubionymi miejscami.
A u Róży? Nareszcie pierwsze kroki i krótkie dystanse za nami, hurra.
Wakacje były też czasem na spotkania z rodziną i znajomymi, którzy niestety nie mieszkają zbyt blisko. 
Najmłodszy kuzyn dziewczyn został chrześcijaninem.
 Koleżanka:) Róża uwielbia "dzidzie".
Nie ma to jak spontaniczna radość u dziecka.
W mieście też jest fajnie.
"Nowe" zabawki, nowe doznania. Niedziewczyńskie, a jednak mnóstwo kobiet jeździ samochodami, więc czemu to zabawki niedziewczyńskie?
I na łonie natury. Uwaga na bohaterów drugiego planu:)
Na koniec przyjemności mamy. 
Już za kilka dni Maja idzie do zerówki, dojdą nowe obowiązki, zmieni się też trochę nasz rytm dnia.
Taka kolej życia. Tym wpisem zatrzymuję jednak nasze zwyczajne wakacyjne dni na zawsze. Nie oznacza to jednak, że żyjemy tylko od wakacji do wakacji. Ja przynajmniej skupiam się na tym co tu i teraz i staram się cieszyć tą codziennością. Czy jest wakacyjna, jesienna, zimowa czy wiosenna.
Ale mam nadzieję, że uda nam się wyjechać jeszcze na krótkie jesienne wakacje.