Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój dziecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2019

Podwójne urodziny

Moje córki dzieli pięć lat bez dwunastu dni. Postanowiłam więc w tym roku zrobić podwójną imprezkę gdzieś pomiędzy tymi dwunastoma dniami.
Choć wiedziałam, że tak naprawdę czekają mnie dwie imprezki - Maja ma przecież swoje przyjaciółki, z którymi musiała świętować swój dzień. W zeszłym roku pierwsza imprezka Mai była dla rodziny w domu, druga na sali zabaw. Jednak w tym roku daliśmy Mai wybór: albo imprezka na sali i zaprasza połowę swojej grupy zerówkowej, albo zapraszamy do domu najbliższe psiapsióły i dostaje droższy prezent. Wybrała to drugie. I choć miałam trochę szykowania, to nie żałuję, bo urodziny dla koleżanek wyszły lepiej niż niejedna zabawa na sali.
W tym dniu nastawiłam się na makaronowe szaleństwo (wszystkie dzieci lubią spaghetti oprócz mojej najmłodszej- która jest niezmiennie miłośniczką makaronu ze szpinakiem). Zaplanowałam też godzinę łasuchowania z rewelacyjnym bezcukrowym deserem w roli głównej, tortem i sernikiem na zimno oraz niesamowitą lemoniadą (woda niegazowana, cytryna, plasterek ogórka, świeża truskawka, arbuzowa gwiazdka i miód).
Do tego owocowe i warzywne "przegryzaki".
Wymyśliłam kilka zabaw dla dziewczyn, ale one mnie całkowicie zaskoczyły przynosząc z przedszkola całą listę zabaw, które zaplanowały same.
Z moich pomysłów przeszedł tylko jeden, a nawet bardzo im się spodobał. Dałam Mai i jej koleżankom duży karton, flamastry, kilka ludzików z lego duplo oraz dużą kostkę do gry. Ich zadanie polegało na tym, że muszą wymyślić jak użyć te przedmioty nie pomijając żadnego z nich. Po jakimś czasie zawołały mnie do pokoju, by pokazać swoje dzieło - fajną grę planszową:
Siedem lat to poważny wiek. Jaka jest moja siedmiolatka? Bezczelna i złośliwa małpa - tylko czasami. A zdecydowanie częściej? Po rodzicach:) lubi szybkość i wysokość, jest wysportowana i nie boi się podejmować wyzwań w tej dziedzinie. Lubi też się stroić w tiulowe spódniczki i malować paznokcie. Przepada za książkami, ma swoją kolekcję ukochanych audiobooków. Jest też szalenie kreatywna. Z kilku przypadkowych przedmiotów potrafi stworzyć tajemniczą krainę potworów, tor przeszkód czy baśniową wyprawę na nieznaną wyspę. Lubi być i bawić się sama, ale całymi godzinami może też spędzać czas na podwórku ze swoimi koleżankami i kolegami. Jest raczej odważna i otwarta (jeśli coś ją zainteresuje, to po prostu pyta - np. obcych ludzi na ulicy, w sklepie) oraz dowcipna i zabawna.
Z kolei moja dwulatka to najpogodniejsze dziecko na świecie. Również dowcipne i zabawne jak starsza siostra. Uwielbia place zabaw, tory przeszkód, drabinki, trampoliny, ogromne zjeżdżalnie oraz wszelakie murki i kałuże, książki, swoją lalę i Majulkę. Gada jak najęta, całymi zdaniami z poprawną odmianą przez rodzaje, osoby, czasy, liczby i przypadki (oczywiście zdarzają się jej jeszcze zabawne przeinaczenia). Ma swoje upodobania, o których śmiało informuje. Jest wrażliwa na "ała" innych i od razu leci dać buziaka. Sama też oczekuje czegoś takiego gdy się uderzy, przewróci, ale zaraz się uspokaja, kończy płakanie słówkiem "już". Uwielbia jeść i nigdy grymasi w tej kwestii. Ma raczej stały rytm dnia z jedną drzemką w południe. W nocy śpi raczej dobrze, zasypia - gdy dostanie swój bidonik z wodą, całusa i papa na pożegnanie. Coraz częściej woła na nocniczek czy toaletę, więc jestem dobrej myśli, aczkolwiek nie nastawiam się na pełen sukces od razu, bo pamiętam, jak to długo trwało z Mają.
Różyczka jest towarzyska, lubi inne dzieci, a za koleżankami Mai po prostu przepada.
Nie jest dzieckiem, które chowa się za mamusię, ale takim, które lubi chodzić swoimi drogami.
Wspólne urodziny były doskonałym pomysłem. Różyczka śpiewała pięknie 100 lat, co robi ostatnio po kilka razy dziennie i razem z Mają zdmuchnęła dzielnie swoja własną świeczkę.
W związku z tym, że na wspólną imprezkę przyjechała rodzina z drugiego końca Polski, było gwarno, głośno i wesoło. No i oczywiście mnóstwo prezentów. 
Początek maja upłynął więc nam imprezkowo i rodzinnie.

środa, 6 marca 2019

Moja książeczka manipulacyjna.

I stało się: stworzyłam własnoręcznie książeczkę manipulacyjną (quiet book).
Podobały mi się już wcześniej niesamowicie pomysłowe książeczki, które oglądałam w internecie, jednak zawsze cena mnie przerażała.
Od czasu do czasu siostra marudziła "No uszyj, przecież umiesz", a ja jej na to, że "To od groma pracy". I fakt pracy było mnóstwo, więc nie dziwią mnie ceny. 
Na początku chciałam stworzyć z tektury falistej zwykłą książeczkę, ale wizualnie mi się nie podobała, a z trwałością, to szkoda gadać.
Sięgnęłam więc po filc i  jak już zaczęłam, to poooszło.
Pierwsza strona: literki na rzepy, misiowa spineczka też. Oczy można odchylić i miś już nie śpi (lubimy się bawić w budzenie misia). Na dole koraliki sztuk 10 do nauki liczenia.
Druga strona: Co lubi myszka, a co pszczółka? - można wodzić paluszkiem po drodze myszki i pszczółki. Potem przylepiamy na magnes. Myszka nie pasuje do kwiatka- czuć, bo magnes odpycha i odwrotnie, pszczółka nie usiądzie na serze (mała lekcja fizyki:))
Trzecia strona: trzeba wyjąć jabłuszka z koszyka i zawiesić lub odwrotnie zdjąć i schować. Dla małych paluszków powieszenie na haftce nie jest łatwe. Chmurka odpinana na guziczek.
Czwarta strona: odsuwamy suwak, wyciągamy kropki i przylepiamy na rzep.
Piąta strona: trzeba odszukać pięć ukrytych zwierzątek, otwieranie na zatrzaski.
 Szósta strona: 6 zwierzątek morskich - rybki przesuwają się/płyną, rozgwiazdy można zdjąć i ponownie zahaczyć.
 Siódma strona: laleczka i jej szafa kapsułowa, uczą jak kompletować garderobę, żeby wszystko do siebie pasowało.

Ósma strona: nauka kolorów na przykładzie baloników na rzep (przy okazji świetna okazja, by sprawdzić czy dziecko odróżnia kolory).
Dziewiąta strona: telefon i nauka numerów alarmowych, które można wystukiwać na telefonie, dopasowywać samochodziki do odpowiednich numerów.
 
Dziesiąta strona: kotek, który na pożegnanie macha łapkami i nóżkami. Najpierw trzeba mu jednak umyć zęby, co moje dziecko bardzo lubi robić (u siebie i u kotka).

Moje dziecko bardzo lubi się bawić tą książeczką. Na pewno jest inna niż te, które miała do tej pory - miękka, przyjazna i można z nią zrobić tyle rzeczy. Dzięki niej niesamowicie ćwiczą się małe paluszki oraz mózg (trzeba pomyśleć co zrobić i jak to zrobić).

Wszystko z filcu i wszystko ręcznie uszyte, z wyjątkiem rybek i rozgwiazd oraz zwierzątek z piątej strony. Inspiracji w internecie jest mnóstwo. Na wiele pomysłów wpadałam także już w trakcie szycia.
Była to ciekawa, pochłaniająca zabawa, teraz to zabawa dla mojego dziecka i nie tylko:)

wtorek, 26 lutego 2019

To już 22 miesiące. Czym się bawi moje dziecko.

Za dwa miesiące moje młodsze dziecko skończy 2 latka. Cieszę się, że ten okres udało nam się być razem. Jednak od września Różulek będzie szedł do żłobka. Dlaczego nie opiekunka? Po prostu chcę żeby przebywała z dziećmi, uczyła się funkcjonować w grupie i stawała się coraz bardziej samodzielna. Choć z tym ostatnim jest całkiem nieźle.
Dzięki metodzie BLW moje młodsze dziecko nie dość, że samodzielnie zjada nawet zupki, to jeszcze przeważnie zjada wszystko. Jest niewiele rzeczy, których nie lubi. Wprost przeciwnie niż jej starsza siostra.
Potrafi sama ściągać rajstopy, zdejmować sweterek, zakładać spódniczkę, zwłaszcza kiedy jest nasz czas na tany tany.
Mój maluch ma wciąż (i na szczęście) jedną dwugodzinną drzemkę w ciągu dnia. Noce powiedzmy że przesypia. Raz ma lepsze, raz gorsze i wtedy muszę być obok i trzymać za łapkę aż znowu zaśnie. Zazwyczaj ja zasypiam pierwsza. Ale obie nie przepadamy za spaniem w jednym łóżku. Różuś preferuje zdecydowanie swoje łóżeczko i zasypia wtulona w swojego chomisia oraz ukochaną kicię, którą się nieodmiennie zachwyca (często w nocy, wydając piski zachwytu, jak by ją pierwszy raz widziała).
Jest bardzo komunikatywna. Dużo mówi, powtarza wszystko co usłyszy i robi to ze zrozumieniem. Cieszę się, że jest już w stanie mówić kiedy chce pić, jeść, co chce jeść, czy coś boli i wskazać co boli, mówi w co się chce bawić, albo opowiada co widzi lub słyszy. Najbardziej mnie rozczula, kiedy mówi do mnie "mamuś".

Lubi inne dzieci, ma już swoją koleżankę Agatkę, z którą dzieli się zabawkami lub jej zabiera.
Wpatrzona jest w swoją starszą siostrę, którą często chce naśladować. Lubi z nią tańczyć lub bawić się z chomiczkiem, choć chomiś tego nie wiedzieć czemu nie lubi (to nowy mieszkaniec naszego domu).
Ponadto Różuś lubi place zabaw. I to nie tylko ze względu na inne dzieci, które tam często spotyka, ale według mnie dlatego, że tam, robi rzeczy trudne i jej się to udaje. Jest odważna, nie ma lęku wysokości.
Najgorsze co można zrobić, to wołać za dzieckiem: "Nie wchodź tam, bo spadniesz". I jak ono w przyszłości ma pokonać Zawrat czy Rysy? Ja pozwalam jej na dużo, będąc w pobliżu w razie czego. W związku z tym, kiedy jeszcze nie umiała chodzić wdrapywała się na czworaka na drabinki, by z uśmiechem zjeżdżać z dużej ślizgawki. Nie wspomnę o minie zadziwionych mamusiek z gatunku tych ostrożnych.
Dziś zjeżdża sama z najwyższej zjeżdżalni i widzę, że sprawia jej to satysfakcję i kształtuje pewność siebie. Ale ma też swoje dziecięce lęki (choć starsza nigdy nie miała). Panicznie boi się Kajo, czyli Mikołaja. Mówi, że "Kajo przyjdzie" i w strachu przybiega do mnie się przytulać. A wszystko przez to, że Majula kiedyś ją tak nastraszyła i utkwiło jej to w główce.
Niestety przez ten czas zimowy i smog dużo czasu spędzamy w domu. Nie mamy jednak dylematu w co się bawić.
Moja diagnoza brzmi: za dużo zabawek. Ale niestety pojawiają się one zewsząd. A to zostało mnóstwo po starszej siostrze, a to po dzieciach w rodzinie czy też po dzieciach znajomych, a to dziadkowie co i rusz coś kupują, choć teraz już mniej (po usilnych prośbach).
Staram się w miarę ograniczać stan posiadania zabawek, ale wciąż jest ich za dużo. Z drugiej strony wielu z nich szkoda wyrzucić/sprzedać/oddać, bo są na prawdę ładne i interesujące dla malucha. Jedyne co mi zostaje to rotacja: część zabawek chowam, pozostałą częścią córka się bawi. Po jakimś czasie wymianka.
Jakie zabawki od kilku miesięcy są u nas na topie?
Jedną z nich jest uroczy zestaw filiżanek i talerzyków z czajniczkiem (z Biedronki). Często urządzamy sobie "czas na kawkę".
Kuzynowi też się szalenie podobała ta zabawka. Ale niektóre mamy wiedzą, że chłopcom śmiało można kupić kuchenkę czy też właśnie zestaw kawowy. W końcu w kuchni też będą bywać, gdy dorosną. Chyba że wszystko będzie robić za nich mamusia, a potem żonusia.
A to mój zestaw, którym raczę się ze starszą córką (ona oczywiście kakao).
Kolejna fajna zabawka na ten wiek to warzywa do krojenia na magnes lub rzepy.
Jeśli chodzi o magnesy to super są magnetyczne puzzle z Djeco. Przydają się gdy ja gotuję obiad.
Z puzzlowych zabawek na topie teraz też u nas są zwierzątka z Tidlo. Różuś nieźle sobie radzi z dopasowaniem zwierzątek i nakarmieniem ich.
Lubi puzzle, układanki i sortery. Nazwy kształtów ma już całkiem nieźle opanowane, gorzej z trafieniem do odpowiednich otworów sortera. Jak już się niecierpliwi to po prostu podnosi przykrywkę i wrzuca jak leci.
Co jeszcze godnego polecenia? Nawlekanki, klocki jeżykowe, drewniane klocki, które trzeba nakładać na patyczki oraz testowana przed laty przez starszą siostrę Farma od Little Tikes (gdzie trzeba coś pokręcić, pociągnąć, nacisnąć, by pojawiły się zwierzątka, a co Różyczka opanowała do perfekcji. Zabawka pojedzie więc niebawem do młodszego kuzyna)
Różyczka ma swoje kredki stożkowe nakładane na paluszki, choć częściej korzysta ze zwykłych kredek Mai. Bo przecież musi tak jak siostra. Ale do pisania świetnie jej służy duży, w miarę prosty znikopis, przy którym oczywiście są też zwierzątkowe magnesy.
Zabawki w naszym domu nie są bezmyślnymi, jedynie święcącymi i wydającymi dziwne dźwięki plastikowymi koszmarkami. Gdyby córka była nimi zainteresowana to mielibyśmy takie, jednak nie jest. Ma zabawki, które uczą myślenia, rozwijają wyobraźnię i co ważne w jej wieku - uczą jej małe rączki coraz lepszej koordynacji. I co najważniejsze chętnie po nie sięga.
Jednak, największym hitem ostatniego tygodnia jest ta zabawka (zarówno dla starszej, jak i młodszej córki):
To zawieszony na sznurku (przy lampie) balon (wcześniej po prostu skarpetka), którego można pacać czymkolwiek, organizować mecze i zdobywać nim gole czy też z nim tańczyć, np. w ramach naszej codziennej popołudniowej godzinki taneczno - treningowej (tańce wspólne, trening mój - 6 Weidera).
No i powodzeniem też cieszy się wszystko co jest małe i można wsypywać, przekładać, np. guziczki do słoiczków, drobne zabawki do małych, najlepiej zamykanych pojemników.

Uff, można by wymieniać i wymieniać zabawki i zabawy - nie wspomniałam jeszcze o manipulacyjno - kreatywnych zabawach i zabawkach oraz książeczkach, ale to następnym razem.

wtorek, 27 marca 2018

11 miesięcy za nami.


11. miesiąc Róży już za nami. Rośnie nam dziewczyna, rozwija się...
Co nieco się pozmieniało przez te 30 dni...

Różyczka bardzo dużo mówi po swojemu. Ze zrozumiałych słów, pojawiły się:
Daja zamiast Maja
Da – jako daj
Tata - wiadomo na kogo tak woła.

Jeśli chodzi o rozwój fizyczny, to ruszyła do przodu.
Lubi klekać, siada w literkę W (co mnie wcale nie cieszy), a nawet staje. Bardzo lubi wspinać się na skrzynie, poduchy, sięgać do wcześniej ukrytych przed jej oczami rzeczy.
Zaczęła się też sama z siebie nagle odwracać z pleców na brzuch (w czasie naszego wyjazdu). 
Jednak nadal najlepszą formą przemieszczania się jest pełzanie.  
Nadal chodzimy na rehabilitację, ale Róża sama z siebie nie potrafi siąść stabilnie z wyprostowanymi nóżkami ani nie chce raczkować. Przypuszczam,że ominie ten etap i zacznie najpierw chodzić.  Wiem, że przyjdzie taki moment, że będzie i raczkować, i siedzieć porządnie. Więc nie będę się zamartwiać tym, tak jak było z obracaniem się na brzuszek. Po prostu zrobi to w odpowiedniej dla niej chwili. Lekarka uprzedziła mnie, że jak ruszy fizycznie, to wtedy może stanąć z mówieniem. Trudno, zobaczymy co będzie dalej.
W związku z tym, że Róża zaczęła stawać, spanie w moim łóżku stało się niebezpieczne. I na szczęście udało się bezproblemowo przetransportować ją do łóżeczka:) Zasypia ze mną na kanapie (po 6 minutach już słodko śpi lub po 15, gdy coś jej przeszkadza lub nie jest zbyt senna.), a potem przenoszę ją do łóżeczka. W nocy po karmieniu zostaje już ze mną, bo niestety zasypiam pierwsza i nie mogę siłą rzeczy jej przenieść:(  
Zębów ma już 7. Ale co z tego, jak nie używa ich do jedzenia, tego co przede wszystkim powinna. Tak, jedzenie w jej wydaniu nadal nie jest idealne. Warzywa gotowane nie są jej przysmakiem. Woli pomidora, ogórka. A zupki to od razu odpycha z zaciśniętymi usteczkami. Tyle jedzenia mi ten maluch marnuje, i to dobrego, zdrowego. Ech, momentami już nie mam do niej siły.


W kwestii ulubionych zabaw i zabawek niewiele się zmieniło. Wciąż na topie jest to, o czym pisałam tu. Jednak spacery, to już nie tylko jeżdżenie w wózku. Róża zaczyna odkrywać place zabaw...
Nie ma to jak wspólna zabawa z siostrą.
Różyczka jest bardzo towarzyska, lubi być wśród ludzi, zaczepia w sklepie czy na ulicy ludzi swoim uroczym uśmiechem. Mogę z nią bezproblemowo odwiedzać koleżanki, sklepy, a już przedszkole Mai uwielbia, zwłaszcza jak dzieci do niej podchodzą i zagadują.

Cieszę się, że jest taką uśmiechniętą, pogodną dziewczynką. Nie wyobrażam już sobie naszej rodziny bez niej.

piątek, 9 marca 2018

Czym się bawi moje niemowlę.10 miesięcy za nami...

Co się działo w 10 miesiącu? Zaskakujących zwrotów akcji nie było, choć to moje dziecię coraz rozumniejsze. Coraz lepiej się ze sobą komunikujemy. Róża, oprócz tego, że potrafi doskonale pokazać, kiedy coś jej nie odpowiada, potrafi też wyrażać swoje potrzeby, np. inny dźwięk pojawia się wtedy, gdy chce kogoś zawołać, inny, gdy chce poskakać na piłce, itd.

W tym miesiącu też zdecydowanie poprawiła się jakość mojego spania:) Tylko jedna pobudka na mleko, a czasem ta pobudka jest dopiero o 6 rano czy 7. I świat jest piękniejszy.
Ale..

Spanie byłoby całkiem w porządku, gdyby nie:
- przeziębienie - łapie od mojego przedszkolaka od razu, na szczęście obyło się bez antybiotyków, za to dostała inhalacje. Znosi je całkiem w porządku, napatrzyła się w końcu na Maję, więc traktuje to jako coś normalnego,
- zęby - jak nie było przez 9 miesięcy, tak w 10. pojawiły się aż cztery: dolne jedynki i górne dwójki. Trochę nocnego płaczu było. Dentinox i Ibum w użyciu.
No i niestety nadal śpi ze mną w łóżku. Mam ją pod ręką, gdy zdarzy jej się wybudzić. Wystarczy, że jej zaśpiewam, przytulę i śpi dalej.
Teraz wyjeżdżamy w góry, skorzystam więc ze zmiany otoczenia i postaram się wprowadzić łóżeczko. A jeśli się nie uda, to zostaje mi montessoriański materac na podłodze. Też będzie dobrze.

Ruch
Róża pełzanie opanowała do perfekcji, czas już przejść na wyższy poziom. Małe przymiarki już są.
Niestety zapomniała jak się należy obracać, dlatego też zaczynamy jeździć na rehabilitację. Będziemy też dużo ćwiczyć w domu.
Jedzenie.
Zupek nie znosi - czy moich, czy słoiczkowych (ech, zobaczymy jak będzie na wyjeździe), za to zjada warzywa i mięsko na parze. Zazwyczaj to: marchewka, ziemniak, pietruszka, kalafior, brokuł, cukinia, fasolka. Z mięs zaś: schab, indyk, rybka - łosoś. I już się raczej nie krztusi jedzeniem.
I ja, i Maja też lubimy obiady na parze. Jak już pisałam ostatnio mają niesamowity smak. I w dodatku robi się je bardzo szybko.
Rano i wieczorem standardowo kaszki. W międzyczasie ścierane jabłko z ugniecionym banankiem, słoiczkowe owoce, chrupki, kisiel z bobofruta, chlebek z masłem i jajem na twardo. Czas wprowadzić jakieś urozmaicenia.

Rozwój
Róża umie robić papa, bić brawo, lubi robić bum bum, uderzając w stolik.
Poza tym lubi:
-słuchać piosenek, zwłaszcza: Paś, paś baranku, Mucha w mucholocie, Idziemy do zoo.
- skakać na piłce
- bujać się na huśtawce,
- rozwalać wieże,
- grać na cymbałkach i innych instrumentach (znalazłam bezpieczne pałeczki - do miodu)

- wrzucać kulki czy klocki do pudełka na chusteczki,
- walić przykrywką o garnek,
- gryźć wszystko co się da
- czytać książeczki
- bawić się w a kuku
Zaś do naszych zabawkowych hitów należą:
- Interaktywna kostka edukacyjna- to przy niej, nauczyła się tańczyć:) - włącza melodyjkę i kręci ciałkiem. Poza tym kostka jak na plastikową zabawkę jest rewelacyjnie zrobiona: ma mnóstwo ciekawych przycisków i nietypowych dźwięków, ma przeplatankę, bananka i kulkę do ciągnięcia, mikrofon, lusterko, kierownicę, koła zębate,telefon. Róża może się nią bawić bardzo długo jak na 10-miesięczne dziecko.
- Śpiewająca farma firmy Little tikes - Róża całymi dniami mogłaby zamykać zwierzątka w domkach. Jak będzie trochę starsza załapie otwieranie. Zwierzątka wydają bardzo realistyczne dźwięki.
- Warsztat Fischer Price- lubi ciągnąć taśmę z boku zabawki, reszta funkcji na razie jest zbędna.
- drewniana zabawka z różnymi kręciołkami

Większość zabawek dostaliśmy po innych dzieciach, część ma po Mai (jak kostkę interaktywną), niektóre kupuję na olx czy allegro. Stwierdziłam, że nie ma sensu wydawać takich sum, jakie proponują producenci zabawek. Małemu dziecku trudno masakrycznie poniszczyć zabawki. I  faktycznie są one w naprawdę dobrym stanie.
Ostatnio staram się kupować drewniane: sortery, instrumenty muzyczne czy ala montessoriańskie pudełka, kółeczka, kulki, jaja, itd. Zrobiłam też Róży drewniane gryzaczki za grosze  - z własnych korali i wstążek oraz bransoletek do decoupage.
W planach mam też słynne pudełko z kulką. Niech to moje dziecię ćwiczy motorykę małą.