środa, 1 listopada 2017

Jak pięciolatka spełniała swoje marzenia

Moja córa wymyśliła sobie, że wczoraj, zaraz po basenie, przebierze się halloweenowo i będzie pukać do sąsiadów i zbierać cukierki. Tak sobie wymarzyła. Miała już nawet strój czarownicy. Jakież jednak było rozczarowanie, gdy okazało się, że przebranie zostało u koleżanki, u której dzień wcześniej się bawiła. Tyle że rozczarowanie było widoczne u mnie i męża, natomiast nie u niej. No może trwało u niej 5 sekund, w czasie których próbowałam ją pocieszyć. A ona na to, że jak nie może być czarownicą, to będzie nietoperzem. Zażądała nożyczek i taśmy klejącej. Sama wzięła kartkę, narysowała uszy, pomalowała czarną kredką i wycięła. Pobiegła po opaskę, do której przy pomocy tatusia przyczepiła uszy. Ode mnie dostała czarną narzutkę i przebranie gotowe. Trochę nieśmiało, ale wyruszyła po upragnione cuksy do zaprzyjaźnionych sąsiadów.


Naprawdę podziwiałam ją za determinację i pomysłowość oraz błyskawiczne zrealizowanie swojego planu, który powstał niemal natychmiast.
To takie małe marzenie. Ale teraz zaczynam mieć coraz mniejsze wątpliwości...
co do realizacji jej większego marzenia. Otóż od ponad roku Majula marzy o posiadaniu domku. A właściwie dużego domu dla całej naszej rodziny. Wielokrotnie już planowała i rozrysowywała na kartce rozkład poszczególnych pomieszczeń (z wymarzonym kominkiem w salonie). Zaplanowała dokładnie co będzie rosło w ogrodzie (+wymarzony domek na drzewie). I wciąż pyta kiedy i kiedy tata kupi dom. Słysząc, że nie mamy aż tylu pieniędzy, odpowiada, że przecież ma skarb.
Z tym skarbem to też się trochę "wkopaliśmy". Wymyśliliśmy jej kiedyś zabawę w poszukiwanie skarbu. Była stara mapa z zaznaczonym punktem x. Naszykowaliśmy łopatę w odpowiednim rozmiarze. No i odkopała  puszkę z metalowymi pieniążkami i słodyczami.



Słodycze dawno zjedzone, ale zostało przekonanie,  że jest bogata. Dodatkowo jeszcze nie chce wydawać na bzdurki swoich pieniążków, które co jakiś czas dostaje, twierdząc, że zbiera na nowy dom. To też jakaś opcja, żeby nauczyła się oszczędzania.
Oby jej marzenie jak najszybciej się spełniło:)

piątek, 27 października 2017

To już pół roczku… i domowa sesja zdjęciowa

Za każdym razem zdumiewam się, że to już 4/5/6 miesięcy. A dopiero byłam w ciąży. Dopiero co rodziłam. Dopiero co poznawałyśmy się z Różą nawzajem. Dziś mija pół roczku. Mój maluch to już duża dziewczyna:) 
Już wyrywa się do siadania, ale raczej to jeszcze potrwa. Nareszcie udało mi się doczekać obrotów z brzuszka na plecy i odwrotnie, jednak za często tego nie robi. Umie się już przemieszczaćJ - odpycha się nóżkami i przesuwa się troszkę do góry lub dokoła siebie. 

Nóżki są fajne do jedzenia, ale częściej jada marcheweczkę z ziemniakami – jej przysmak. Na jabłuszko strasznie się krzywi. Jaglanka dziwnie smakuje. Najlepsze są zupki...
Na razie słoiczkowe, ale wkrótce zacznę gotować. Początkowo przerażało mnie wprowadzanie pokarmów, ale powolutku obie się przyzwyczajamy. Na początku marcheweczka, potem kolejne warzywka i zupki warzywne. Do zupek kaszka manna – jako wprowadzenie glutenu. Od kilku dni jabłko. Kaszka sama, kaszka z jabłkiem. Do picia zaś woda. Niewiele pije. Nie lubi butelki ani kubeczka nie toleruje. Cały czas jest też na piersi.
Wciąż lubi spacery. Na dworze zasypia błyskawicznie. Zaczęłam spisywać jej rozkład dnia, żeby uchwycić regularności, ale ciężko z tym.
Ogromny problem mam ze snem w domu. W nocy nadal często się budzi. Odzwyczaiłam ją od spania w domu w wózku. Śpi teraz w naszym łóżku. Już nie muszę machać 20 minut wózkiem, żeby ją uśpić. Włączam szumisia, daję mleczko, leżymy obok, śpiewam i zasypia. W dzień podobnie. Tyle że w dzień śpi bardzo krótko. Za wiele więc ani w domu, ani dla siebie zrobić nie mogę. A wieczorami jestem już padnięta. Z czasem spróbuję nauczyć ją zasypiać w łóżeczku. Ale jeszcze daleka droga do tego. Od razu się wybudza i płacze. No cóż, nikt nie mówił, że będzie lekko.
 Maję uwielbia nadal. Gdy razem się bawią, śmieje się najgłośniej. Jednak Maja albo w przedszkolu, albo na zajęciach dodatkowych. Tych wspólnych chwil nie jest tak dużo. Majula czasem jest też zazdrosna, np. jak jej koleżanki chcą się bawić z Różą, a nie z Mają.
Różyczka zrobiła się trochę mniej marudna popołudniami. Ma swoje dobre i złe dni. Na szczęście nie jest dzieckiem płaczliwym. Najlepiej jak jesteśmy w gościach lub ktoś jest u nas. Bawi się cichutko, popatrując od czasu do czasu. Oczywiście wszyscy się dziwią co za spokojne dziecko. Jak jest tylko ze mną, to już takie spokojne dziecko nie jestJ.
Jej ulubione zabawki: wszelkie gryzaczki z żyrafką Zośką na czele (Tak, tak, skusiłam się. Warto było. Coś w sobie ma ta Sophie.), śpiewające Fishery też bardzo lubi, czytanie, oglądanie siebie w lustrze, tańce, „ćwiczenia” – wymachy łapkami i nóżkami przy pomocy mamy, zabawy typu „Idzie raczek…”.
Ogólnie jest raczej pogodnym dzieckiem, rzadko płacze, czasem trochę pomarudzi, ale bez awanturJ
Post przeplatają zdjęcia z sesji, którą zrobiłam dziś Róży w naszym salonie. Trochę gadżetów, wyspane i najedzone dziecko i pamiątka na lata gotowa.