piątek, 17 sierpnia 2018

Kącik czytelniczy

Nadejszła wiekopomna chwila i ... moje małe dziecię wyfrunęło do swojego pokoju, a właściwie do pokoju wspólnego z siostrą.
Jestem zwolenniczką radykalnych cięć. Np. odstawienie od piersi trwało aż jeden dzień, bez krzyku i skutecznie.
Przeprowadzkę postanowiłam wcielić w życie zaraz po tym jak wróciłyśmy z wakacji u babci, ...skoro i tak Róża była odzwyczajona od spania na swoim starym miejscu.
Udało się bez najmniejszego problemu, a dodatkowo wyszła jeszcze piękna sprawa z usypianiem. Zauważyłam, że przy mnie maluch usypia 30, 40 minut (kiedyś to było 6 minut). A jak tylko zaśpiewam naszą piosenkę, powiem "pa pa, dobranoc" i wychodzę, Różyczka słodko śpi po paru minutach. Wreszcie więc mam wieczory dla siebie i przestrzeń w salonie, gdzie zwolniło się miejsce.
Od razu je wykorzystałam na stworzenie wygodnego kącika czytelniczego.
Wcześniej, przez szereg miesięcy wyglądało to mniej więcej tak...
Dziś stanął tu fotel bujany, przenośny stolik taca i lampka. I czego chcieć więcej.
Zamieniłam również obrazki. Tym razem zawisły nasze gwiezdne znaki zodiaku, które można wydrukować stąd.
Skoro w salonie zaszła taka zmiana, to przez pokój dziewczyn przeszła burza? Nie do końca. Kilka zmian się pojawiło, ale wciąż dopracowuję szczegóły.
Sofa tymczasowo stoi nadal i wcale mi z tym nie jest źle, bo... my tymczasowo śpimy na niej. Tak więc wszystkich mam "pod ręką":) A i dziewczyny są szczęśliwe mając rodziców koło siebie.

A wieczory oczywiście spędzam tutaj.

środa, 1 sierpnia 2018

Wakacje u babci.

My znowu na drugim końcu Polski. Moje córki chodzą moimi śladami sprzed x lat, kiedy to ja byłam małą dziewczynką.
Bawią się na tym samym, ale jakże zmienionym przez lata placu zabaw...


Moje córy patrzą przez okno, przez które i ja często patrzyłam...
Śpią w tym samym pokoju co ja kiedyś...
Tak, Róża nie zaśnie, jeśli nie ma swojej ukochanej szczoteczki. No cóż jedne dzieci mają misie przytulanki, moje ma szczoteczkę:)
A na wsi? (zrobiliśmy sobie jednodniową wycieczkę, by uciec od upału w mieście)
Przed prawie stuletnim domem moich dziadków...
Na starych kamiennych schodkach, na tych samych co i ja kiedyś, moja córka rozgniata śnieguliczkę białą...
 
Albo zjada jabłka prosto z drzewa
To tak jakbym obserwowała samą siebie sprzed lat. Taki powrót do przeszłości w innym wydaniu.
Teraz mieszkam daleko od tych miejsc, bywam tu kilka razy w roku, inaczej więc na nie patrzę, inaczej wspominam niż gdybym miała je na co dzień.
Tu byłam dziewczynką, która nie martwiła się tyloma sprawami, a którą zachwycały proste rzeczy.
Zatrzymuję więc ten czas na zdjęciach, we wspomnieniach i w moich córkach ... - opowiadam Mai jak ja spędzałam czas w jej wieku, co mnie zachwycało. Jestem dumna, że i  moja córka potrafi grać w gumę, skakać na skakance czy kręcić hula hop:)