niedziela, 11 listopada 2012

Świątecznie, gościnnie...

Cały weekend mieliśmy przesympatycznych gości z drugiego końca Polski. Te trzy dni minęły w tempie błyskawicznym na wspólnym pichceniu, spacerach oraz wypadach do "serca" miasta. Majeczka akurat skończyła pół roczku, więc było co świętować. Z tej też okazji z gondolki przeniosła się do spacerówki, w końcu jest już dużą dziewczyną:) I teraz już może oglądać wszystko co chce. 
A dziś było sporo do oglądania. Córa po raz pierwszy była na Starym Rynku. Jakoś wcześniej było nam nie po drodze, ale goście przyjechali, więc spacer na rynek obowiązkowy.



Potem zaś obejrzeliśmy sobie paradę z okazji imienin ulicy Święty Marcin. Ludzi było mnóstwo, ale coś tam można było zobaczyć.








No i oczywiście do domu wróciliśmy ze świeżutkimi rogalami świętomarcińskimi:) Według legendy rogale owe zaczęto piec w XIX wieku, by biorąc wzór ze św. Marcina, dzielić się nimi z ubogimi. Przepis trafiony, bo rogale są okropnie sycące:) Jeszcze nigdy nie udało mi się zjeść całego:)



Wracając do świata blogowego, ostatnio spotkała mnie niespodzianka. Dostałam bowiem od bidibi wyróżnienie.

 

Dziękuję bardzo:)
I oczywiście odpowiadam na pytania:

1. Miasto czy wieś?----miasto
2. Dom czy blok?----dom
3. Brokuły czy kalafior?----kalafior
4. Czerń czy biel?-----biel
5. książka czy gazeta?-----książka
6. Samochód czy rower?-----samochód
7. Czy wierzysz , że 21 grudnia nastąpi koniec świata????----nie bardzo
8. Jak spędziłabyś ostatni dzień swojego życia???-----raczej zwyczajnie
9. Twoje ulubione danie?-----hmm
10.Czego najbardziej nie lubisz robić?------porządkować papierów (tych do pracy)
11.Co najbardziej kochasz robić?----jest tego sporo: czytać, coś tam sobie tworzyć, śmiać się, obserwować córę:)

Z tego co się orientuję, to chyba powinnam teraz ja kogoś obdarzyć wyróżnieniem i zadać kilka pytań? To może w następnym poście:)
A teraz pozdrawiam i zmykam, bo mi się oczy zamykają.








środa, 7 listopada 2012

Jesiennie, fioletowo i takie tam drobne przyjemności

Córa śpi a mama bloguje. Niestety, już nie spędzamy całych dni na dworze. 1,5 godzinki to chyba dla niej za mało, bo zrobiła się troszkę marudna. Ale za to wcześniej chodzi spać i mam tych parę chwil więcej tylko dla siebie.
Najpierw - trzeba odrobić lekcje, czyli fioletowy. Ostatni kolor z zabawy Ani "Jesień w kolorach tęczy". Prosto nie było, ale coś tam znalazłam. Oczywiście nie mogło zabraknąć wrzosu, który pojawił się już na kilku moich fotkach ze wcześniejszych postów:)


Oraz ...
Zrobiło się nieco zimno, więc cieplutki sweter, w odpowiednim kolorze, jak znalazł. No i oczywiście herbatka z sokiem malinowym.



Niedawno wspominałam, że byłam na zakupach w Ikei. Pochwalę się kilkoma drobiazgami, które wróciły ze mną do domu.
Po pierwsze - słoiczki, które mogą mieć różne zastosowania w zależności od pory roku. Teraz robią za pojemnik na orzechy. Kolejna rzecz to podkładki pod talerze. Widziałam je na waszych blogach i spodobały mi się. Kuchnia robi się dzięki nim przytulniejsza.


Dalej... Piękny serwetnik oraz komplet świec. Muszę tylko pomyśleć o jakiejś podstawce pod te świece. Chyba mam bzika na punkcie oświetlenia, bo ostatnimi czasy trochę świeczników u mnie przybyło i lampek:).



W kwestii oświetlenia, to wczoraj tak mnie nosiło na uszycie czegoś, aż usiadłam i stworzyłam abażur do kuchennej lampki.



 Powoli wkraczają do mojej kuchni czerwienie, stąd krateczka czerwono - biała.


 Dziś dodałam koronkę. Wygląda lepiej, prawda? :)



A na koniec kolejna mała przyjemność, tym razem słodka. Ciasto gruszkowo - imbirowe z tego przepisu:)




Najlepiej smakuje na ciepło z lodami tiramisu.

Miłego wieczoru:)