Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 kwietnia 2018

Szpinak jest blee?

Szpinak jest blee? Nie. Obie moje dziewczynki zajadają się makaronem ze szpinakiem. Nawet żaden z gości się nie skrzywił po tym poczęstunku, wprost przeciwnie:)
Przepis jest prosty, składniki zazwyczaj mam w domu, więc w razie awarii obiadowej błyskawicznie go przygotowuję.
Makaron należy ugotować al dente, najlepiej rurki. Na 1 łyżce oliwy na dużej patelni zeszklić pół cebuli drobno posiekanej, następnie 2 ząbki czosnku przez 2 minuty, posolić, dodać szpinak (ja używam mrożonego w kostkach) i mieszam aż się rozmrozi. Potem dodaję pół śmietanki 30%, szczypta gałki muszkatołowej, sól, pieprz. Zagotować, dodać makaron, opcjonalnie do tego starty ser żółty. I gotowe.


piątek, 9 marca 2018

Czym się bawi moje niemowlę.10 miesięcy za nami...

Co się działo w 10 miesiącu? Zaskakujących zwrotów akcji nie było, choć to moje dziecię coraz rozumniejsze. Coraz lepiej się ze sobą komunikujemy. Róża, oprócz tego, że potrafi doskonale pokazać, kiedy coś jej nie odpowiada, potrafi też wyrażać swoje potrzeby, np. inny dźwięk pojawia się wtedy, gdy chce kogoś zawołać, inny, gdy chce poskakać na piłce, itd.

W tym miesiącu też zdecydowanie poprawiła się jakość mojego spania:) Tylko jedna pobudka na mleko, a czasem ta pobudka jest dopiero o 6 rano czy 7. I świat jest piękniejszy.
Ale..

Spanie byłoby całkiem w porządku, gdyby nie:
- przeziębienie - łapie od mojego przedszkolaka od razu, na szczęście obyło się bez antybiotyków, za to dostała inhalacje. Znosi je całkiem w porządku, napatrzyła się w końcu na Maję, więc traktuje to jako coś normalnego,
- zęby - jak nie było przez 9 miesięcy, tak w 10. pojawiły się aż cztery: dolne jedynki i górne dwójki. Trochę nocnego płaczu było. Dentinox i Ibum w użyciu.
No i niestety nadal śpi ze mną w łóżku. Mam ją pod ręką, gdy zdarzy jej się wybudzić. Wystarczy, że jej zaśpiewam, przytulę i śpi dalej.
Teraz wyjeżdżamy w góry, skorzystam więc ze zmiany otoczenia i postaram się wprowadzić łóżeczko. A jeśli się nie uda, to zostaje mi montessoriański materac na podłodze. Też będzie dobrze.

Ruch
Róża pełzanie opanowała do perfekcji, czas już przejść na wyższy poziom. Małe przymiarki już są.
Niestety zapomniała jak się należy obracać, dlatego też zaczynamy jeździć na rehabilitację. Będziemy też dużo ćwiczyć w domu.
Jedzenie.
Zupek nie znosi - czy moich, czy słoiczkowych (ech, zobaczymy jak będzie na wyjeździe), za to zjada warzywa i mięsko na parze. Zazwyczaj to: marchewka, ziemniak, pietruszka, kalafior, brokuł, cukinia, fasolka. Z mięs zaś: schab, indyk, rybka - łosoś. I już się raczej nie krztusi jedzeniem.
I ja, i Maja też lubimy obiady na parze. Jak już pisałam ostatnio mają niesamowity smak. I w dodatku robi się je bardzo szybko.
Rano i wieczorem standardowo kaszki. W międzyczasie ścierane jabłko z ugniecionym banankiem, słoiczkowe owoce, chrupki, kisiel z bobofruta, chlebek z masłem i jajem na twardo. Czas wprowadzić jakieś urozmaicenia.

Rozwój
Róża umie robić papa, bić brawo, lubi robić bum bum, uderzając w stolik.
Poza tym lubi:
-słuchać piosenek, zwłaszcza: Paś, paś baranku, Mucha w mucholocie, Idziemy do zoo.
- skakać na piłce
- bujać się na huśtawce,
- rozwalać wieże,
- grać na cymbałkach i innych instrumentach (znalazłam bezpieczne pałeczki - do miodu)

- wrzucać kulki czy klocki do pudełka na chusteczki,
- walić przykrywką o garnek,
- gryźć wszystko co się da
- czytać książeczki
- bawić się w a kuku
Zaś do naszych zabawkowych hitów należą:
- Interaktywna kostka edukacyjna- to przy niej, nauczyła się tańczyć:) - włącza melodyjkę i kręci ciałkiem. Poza tym kostka jak na plastikową zabawkę jest rewelacyjnie zrobiona: ma mnóstwo ciekawych przycisków i nietypowych dźwięków, ma przeplatankę, bananka i kulkę do ciągnięcia, mikrofon, lusterko, kierownicę, koła zębate,telefon. Róża może się nią bawić bardzo długo jak na 10-miesięczne dziecko.
- Śpiewająca farma firmy Little tikes - Róża całymi dniami mogłaby zamykać zwierzątka w domkach. Jak będzie trochę starsza załapie otwieranie. Zwierzątka wydają bardzo realistyczne dźwięki.
- Warsztat Fischer Price- lubi ciągnąć taśmę z boku zabawki, reszta funkcji na razie jest zbędna.
- drewniana zabawka z różnymi kręciołkami

Większość zabawek dostaliśmy po innych dzieciach, część ma po Mai (jak kostkę interaktywną), niektóre kupuję na olx czy allegro. Stwierdziłam, że nie ma sensu wydawać takich sum, jakie proponują producenci zabawek. Małemu dziecku trudno masakrycznie poniszczyć zabawki. I  faktycznie są one w naprawdę dobrym stanie.
Ostatnio staram się kupować drewniane: sortery, instrumenty muzyczne czy ala montessoriańskie pudełka, kółeczka, kulki, jaja, itd. Zrobiłam też Róży drewniane gryzaczki za grosze  - z własnych korali i wstążek oraz bransoletek do decoupage.
W planach mam też słynne pudełko z kulką. Niech to moje dziecię ćwiczy motorykę małą.

piątek, 7 lipca 2017

Wakacyjny, nostalgiczny obiad

Wakacje trwają w najlepsze, a ja z nostalgią wspominam swój pobyt we Włoszech sprzed kilku lat, opiekę nad sympatyczną „nonną” i smaki włoskiej kuchni, w której tajniki wprowadzały mnie córki owej „nonny”.
Wyciągnęłam jeden z drogocennych przepisów i zrobiłam makron z sosem mięsnym. Taka szybsza, prostsza wersja ragu alla bolognese.

Pół kilo zmielonej łopatki podsmażyłam na oliwie z oliwek (tylko extra vergine i żadna inna, jak mawiały „moje” Włoszki), dodając przyprawy do mięs Knorra. Zmieliłam w cudownym Boschu 2 marchewki, cebulę, 3 ząbki czosnku, sporo sedano (czyli selera naciowego) i jak mięso było przyrumienione dodałam warzywa. Po kilkunastu minutach dodałam połowę butelki passaty, trochę wody.  Tak mi pyrkotało jakąś godzinę.
Następnie podałam z cienkim makaronem, świeżą bazylią (niesamowicie zmienia smak potraw) oraz serem grana padano.



Pycha. 


Zabrakło jeszcze włoskiego wina, ale karmię piersią i zrezygnowałam na ten czas ze wszelkiego alkoholu. 

Na koniec kilka kolaży z moich podróży rowerem, autobusem, pociągiem po Toskanii.




poniedziałek, 10 grudnia 2012

Hmm, ale pachnie...

Najpierw pokażę wam moje ostatnie dzieło - kotek dla małej Zosi. Mam nadzieję, że spodoba jej się prezent. Ogonek specjalnie zrobiłam jak ucho kubka, żeby jej się wygodniej trzymało - Zosia ma dopiero roczek.
Chyba robię postępy w szyciu kotków. Ten mój pierwszy - niebieski  coraz mniej mi się podoba. Ale jak to mówią: pierwsze koty za płoty:)


A co do tytułowego zapachu, to faktycznie - cudnie pachnie w całym domu. Po raz pierwszy upiekłam pierniczki:) Ostatnio bardzo dużo rzeczy robię po raz pierwszy, a to dzięki temu, że zaczęłam podczytywać wasze fajne blogi i sama też w końcu założyłam. 
Przepis na pierniczki  znalazłam tutaj i tu.
I powiem szczerze, że wyszły całkiem niezłe. Na razie zamykam w słojach, bo - im piernik starszy, tym lepszy:)


Miłego wieczoru:)
P.s. Przypominam o moim candy - do 15 grudnia :)

środa, 7 listopada 2012

Jesiennie, fioletowo i takie tam drobne przyjemności

Córa śpi a mama bloguje. Niestety, już nie spędzamy całych dni na dworze. 1,5 godzinki to chyba dla niej za mało, bo zrobiła się troszkę marudna. Ale za to wcześniej chodzi spać i mam tych parę chwil więcej tylko dla siebie.
Najpierw - trzeba odrobić lekcje, czyli fioletowy. Ostatni kolor z zabawy Ani "Jesień w kolorach tęczy". Prosto nie było, ale coś tam znalazłam. Oczywiście nie mogło zabraknąć wrzosu, który pojawił się już na kilku moich fotkach ze wcześniejszych postów:)


Oraz ...
Zrobiło się nieco zimno, więc cieplutki sweter, w odpowiednim kolorze, jak znalazł. No i oczywiście herbatka z sokiem malinowym.



Niedawno wspominałam, że byłam na zakupach w Ikei. Pochwalę się kilkoma drobiazgami, które wróciły ze mną do domu.
Po pierwsze - słoiczki, które mogą mieć różne zastosowania w zależności od pory roku. Teraz robią za pojemnik na orzechy. Kolejna rzecz to podkładki pod talerze. Widziałam je na waszych blogach i spodobały mi się. Kuchnia robi się dzięki nim przytulniejsza.


Dalej... Piękny serwetnik oraz komplet świec. Muszę tylko pomyśleć o jakiejś podstawce pod te świece. Chyba mam bzika na punkcie oświetlenia, bo ostatnimi czasy trochę świeczników u mnie przybyło i lampek:).



W kwestii oświetlenia, to wczoraj tak mnie nosiło na uszycie czegoś, aż usiadłam i stworzyłam abażur do kuchennej lampki.



 Powoli wkraczają do mojej kuchni czerwienie, stąd krateczka czerwono - biała.


 Dziś dodałam koronkę. Wygląda lepiej, prawda? :)



A na koniec kolejna mała przyjemność, tym razem słodka. Ciasto gruszkowo - imbirowe z tego przepisu:)




Najlepiej smakuje na ciepło z lodami tiramisu.

Miłego wieczoru:)


środa, 17 października 2012

Zielony i pierwsze koty za płoty

       Zabawa trwa. Dziś na tapecie zielony. Ciągle o nim myślę. A pracuję nad nim już od tygodnia.
I co ciekawe, jak mam w głowie dany kolor, to właśnie taka jest dla mnie jesień. Ostatnio była żółta i jakoś innych kolorów nie dostrzegałam. Teraz zdziwiłam się, że wokół jest nadal tak zielono. 
A codzienne spacery z córą i weekendowy dodatkowo z mężem i psiakiem zaowocował takimi zielonymi znajdami.



 Kiedyś już pisałam, że uwielbiam leśne dróżki. Mogłabym je fotografować non stop.





 No i winogronka z naszego ogródka.


A dziś udało mi się zrobić kolejne zdjęcie z serii Motyla noga:) Wyjrzało słoneczko i znowu się pojawiły. Ale dziś sceneria zielona.


Oprócz zielonego od pewnego czasu po głowie chodziła mi dynia.
W moim rodzinnym domu nigdy w menu nie występowała. A na waszych blogach ona cały czas gości . I tak mnie nęci, i tak kusi…
Aż stało się – kupiłam ją w moim ulubionym warzywniaku.
No i trzeba było się więc wziąć do roboty.
Mężuś podziabał, a ja pół wieczoru, kiedy córa już spała, ją „obrabiałam”.
Wykorzystałam też ostatnie jabłka z naszych jabłonek (niepryskane) i zrobiłam 3 słoiczki musu jabłkowo – dyniowego oraz  trzy jabłek z cynamonem. Przepis, niesamowicie prosty, znalazłam na blogu Ady.
Muszę tutaj podkreślić, iż po raz pierwszy robiłam przetwory. Trochę późno się zdecydowałam, ale jestem w sumie z siebie dumna, że wreszcie to zrobiłam i to jeszcze w tym roku. 




     Dziś natomiast zrobiłam przepyszną zupę dyniową. Naprawdę jestem pod wrażeniem jaki zrobił na mnie jej smak. Wcześniej myślałam: co, zupa dyniowa, blee. A tu proszę:)



W tle gotowe słoiczki.

Jeśli chodzi o przepis na zupę, to połączyłam kilka znalezionych w Internecie. 
I zrobiłam tak:
Ugotowałam udko kurczaka, doprawiłam. Pół małej dyni - obrałam, pozbyłam się miąższu i pestek, pokroiłam w kostkę. 
1 cebulę i 4 ząbki czosnku na masełku podsmażyłam, dodałam dynię, wodę, troszkę poddusiłam i przelałam do bulionu.  
Pogotowałam do miękkości, a potem, gdy ostygło, zmiksowałam. No i wyszła super. Polecam. 

Tak więc - pierwsze koty za płoty...:)

niedziela, 16 września 2012

Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Kontynuuję więc pisanie …



          Weekend upłynął nam na pakowaniu. Zabieramy naszą córeczkę (4 miesiące) na pierwsze wakacje, oczywiście w góry. Na pierwszy raz wybraliśmy Karkonosze, bo Tatry troszeczkę za daleko, Maja nie daje już rady wytrzymać tylu godzin w samochodzie. W międzyczasie (między pakowaniem jednej walizki a drugiej) upiekłam jesienne ciasto – ze śliwkami. Przepis jest naprawdę prosty, a ciacho – pycha. Poniżej zamieszczam przepis, więc sami możecie wypróbować.
      Najpierw włączam piekarnik na 200 stopni, niech się rozgrzewa, a w tym czasie rozpuszczam w garnku ¾ margaryny i wrzucam do miski: 1 szklankę cukru, 5 jaj oraz tę margarynę i miksuję. Następnie dorzucam cukier waniliowy, czubatą łyżeczkę proszku do pieczenia, 1,5 szklanki mąki, oraz 5 łyżek mąki ziemniaczanej i miksuję dalej. Smaruję blachę (24 na 35 cm) tłuszczem i posypuję bułką tartą (albo wykładam tylko papierem do pieczenia) i wlewam masę oraz wkładam śliwki (im więcej tym lepiej). Można zamiast śliwek dodać jabłek. Piekę około 50 minut. I tyle. Smacznego.